Ostatnie lata, to zaskakująca zmiana w postrzeganiu Internetu przez całkiem pokaźne grono jego użytkowników. Pierwsze lata globalnej sieci, kiedy nowo powstała grupa internautów bazowała na modemach, których szybkość działania była tak niska, że nikt z młodszego pokolenia nie uwierzyłby na słowo. Doczekaliśmy się czasów, kiedy nie trzeba było już poświęcać wielu tygodni, aby dowiedzieć się relatywnie dużo o danym państwie, mieście, kontynencie. Chęć do przekazywania informacji i komunikowania się na odległość od zawsze pozostawała wielkim marzeniem ludzkości, które w pełni zostało zrealizowane dopiero w ostatnim dziesięcioleciu XX wieku.
Wcześniejsze próby, skupiające się głównie na telewizji, radiu oraz kiedyś potężnej prasie, zaczęły powoli odchodzić do lamusa, ze względu na stosunkowo małe możliwości rozwoju. Po kilku latach, kiedy szybkość 56kbps i wdzwaniany numer 0202122 ustąpiły miejsca SDI a z czasem stałym łączom sieciowym różnych operatorów, można było już bez większych przeszkód obejść się bez telewizji i prasy. Wszystkie ważne informacje były dostępne w kilkanaście sekund, bez konieczności oczekiwania na kolejną pełną godzinę, aby zobaczyć kolejne wydanie programu informacyjnego.
Wydania wieczorne większości gazet dostępnych w Polsce nigdy nie przyjęły się na stałe, więc i ten kanał komunikacyjny zaczął przegrywać walkę o klienta na rzecz Internetu, bo jak wiadomo, w komunikacji najważniejszym aspektem stale i niezmiennie pozostaje czas w jakim dociera ona do adresatów. Internet skutecznie wyprzedził wspomniane wyżej media, które jednocześnie zaczęły oferować coraz to więcej usług w cyberprzestrzeni.
Cały czas, niejako na uboczu tych wielkich zmian pozostawało życie towarzyskie, ponieważ dość długo utrzymywał się podział na życie „w realu” i czas, jaki poświęcaliśmy na surfowanie w cyberprzestrzeni. Pojawienie się czatów, komunikatorów internetowych czy dużych for dyskusyjnych nie zaburzyło tego trendu zbyt poważnie, jednak w pewnym sensie te trzy wynalazki stanowiły wielki prolog do zmian, jakie na dobre zapoczątkowała era portali społecznościowych.
Realne życie szybko i nad wyraz skutecznie najpierw wymieszało się z wolnym czasem, jaki spędzaliśmy w sieci a następnie, po cichu zostało przez „socjale” wchłonięte, przyczyniając się do zachłyśnięcia się wielu – zwłaszcza młodszych użytkowników sieci – mnogością możliwości przedstawiania samego siebie. O tym czy kogoś polubimy w „realu” zwykle decyduje pierwsze 15 minut rozmowy oraz mimika twarzy, tak przynajmniej twierdzą socjolodzy. W sieci natomiast, każdy użytkownik forum czy czata otrzymuje praktycznie nielimitowaną możliwość kreowania swojego wizerunku, nieraz opierającego się na kłamstwie. Nie udało się za pierwszym razem? Spoko, zmiana nicka i próbujemy zagrać na inną nutę, może wyjdzie, może nie. Jeśli się nie uda, kolejna próba i tak aż do skutku…lub do znudzenia. Myślę, że zgodzicie się z założeniem, że takie zachłyśnięcie się anonimowością sieci to jej największy dar i przekleństwo w jednym.
Gdzie w tym wszystkim komórki? W sumie, serwisy społecznościowe powoli odchodzą od anonimowości na rzecz wiarygodnych, ładnie uzupełnionych profili, z których możemy dowiedzieć się o – dajmy na to – sąsiadach rzeczy o które nigdy byśmy ich nie podejrzewali. Jednak globalny trend przenoszenia naszego realnego życia do cyberprzestrzeni od kilku lat skutecznie każe nam sprawdzać nowe notyfikacje i powiadomienia z popularnych serwisów także i w pracy oraz za pomocą smartfona. Czy to Android, czy to produkt od Apple, czy bada os lub leciwy Symbian a czasem i zwykły „bezsystemowiec”, jesteśmy bombardowani możliwością (jak kto woli, koniecznością) sprawdzenia, co tam nowego u kolegi, który mieszka kilkanaście metrów od nas. Korzystamy z tego pozornego luksusu i często rezygnujemy z możliwości zaproszenia kumpla na mecz, piwo żeby najzwyczajniej w świecie użyć najstarszego znanego nam kanału komunikacyjnego – po prostu porozmawiać.
W jaką stronę to wszystko zawędruje? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Anonimowość, która zostaje powoli wypierana przez coraz to szersze możliwości kontrolowania – a nieraz i inwigilowania – użytkowników sieci, to przysłowiowa manna z nieba dla wielu rządów cywilizowanego świata. Nie wydaje się więc możliwym, aby życie, które na dobre przeniosło się z realnego świata do sieci nagle zawróciło. Pociągnęło by to za sobą zbyt daleko idące zmiany społeczne na które w moim odczuciu ludzie nie są gotowi. Dla wielu odcięcie od sieci byłoby z całą pewnością gorsze niż brak podstawowych środków niezbędnych do życia. Gdybym miał zgadywać, zakładam, że całkiem możliwa wizja przyszłości to ta, jaką możecie zobaczyć w filmie Surogaci. Tylko czy o to w tym wszystkim chodzi, nie jestem pewien. Kończę, wyszła właśnie nowa aktualizacja aplikacji dla Facebook’a 😉
Niektóre odnośniki na stronie to linki reklamowe.